Wielokrotnie słyszałem, jak dziewczyny pytane o to, ile mają dzieci, odpowiadały np. troje, uwzględniając w tej liczbie swoich mężów. Z jednej strony świetny żart, z drugiej zaś -ziarenko prawdy. Niestety, nazywanie swojego mężczyzny dużym dzieciakiem nie jest rzadkie. I, niestety, często nie bez racji. Zastanówmy się, skąd to się bierze i jak temu zaradzić.
     Moim zdaniem przyczyna, choć w swej tezie jestem okrutny, tkwi w matkach tychże mężczyzn. Od razu jednak postaram się powstrzymać was od pełnego satysfakcji wniosku o niedobrej teściowej, gdyż paradoksalnie wynika to nie z jej złej woli, aby utrudnić życie synowej, tylko z nieco źle rozumianej miłości do swojego syna. Matki często chcą swoim dzieciom, a synom szczególnie, uchylić nieba. Sprawić, by ich życie było sielanką. W związku z tym zdarza się, że wyręczają ich w obowiązkach domowych. Najpierw tłumaczą to sobie ich wiekiem, bo przecież jak taki maluch ma sam ugotować, wyprać czy posprzątać. Potem stwierdzają, że ich synowie są na to zbyt zajęci itd. Tak czy inaczej wychowują w ten sposób domowych inwalidów, którzy nawet jajka ugotować nie potrafią. Co gorsze, uważają potem, że synowe powinny kontynuować to dzieło i wyręczać mężów we wszystkim. Jednak,  paradoksalnie, żadna żona, która się na to zdecyduje, nie zdobędzie w ten sposób szacunku teściowej, gdyż w jej ocenie i tak nie zrobi tego dość dobrze. Wniosek? Nie przejmować się teściową. Chyba, że się z nią mieszka, wtedy jedynym lekarstwem jest wyprowadzić się jak najdalej.
     Zastanówmy się teraz, co poradzić z naszym kochanym domowym inwalidą. Przecież nie możemy z nim walczyć, bo, po pierwsze, bardzo go kochamy, a po drugie sprawa dotyczy jego nawyków, a tego zazwyczaj nie zmienia się z dnia na dzień.
     Wychowanie męża zasadniczo niczym nie różni się od wychowania dziecka, czyli nagradzasz go za zachowania pożądane a ignorujesz niepożądane. Oczywiście w ekstremalnych sytuacjach można wprowadzić system kar, z których brak seksu jest najokrutniejszą i, jak twierdzi sto procent mężczyzn, niezgodną z konwencją genewską, która zakazuje tortur. Podkreślam jednak, że kary to naprawdę ostateczność, gdyż zazwyczaj prowadzą raczej do kłótni albo postawy "a ja ci pokażę", a tego raczej chcemy uniknąć. Ale do rzeczy. Podam kilka przykładów, które, mam nadzieję, pomogą wam wypracować odpowiednią strategię.
     Często, zgodnie z podziałem obowiązków domowych, żona zajmuje się praniem. Moim zdaniem nie ma w tym żadnej ujmy. Nie znaczy to jednak, że mąż nie może jej w tym pomóc, np. odkładając w odpowiednie miejsce swoje brudne ciuchy czy opróżniając przedtem kieszenie. Może to niewiele, ale łatwiej jest nie zaczynać prania od zwiedzania mieszkania w poszukiwaniu brudów. Co zrobić, gdy mąż tego nie robi? Oczywiście wyprać tylko to, co znajduje się w koszu na bieliznę. A zawartość kieszeni? Jeśli to nic ważnego, wrzuć do pralki, a jeśli dokumenty itp. odłóż, ale w jakieś nietypowe miejsce. Kiedy kilka razy Pan Mąż nie będzie miał w czym wyjść z domu lub tuż przed wyjściem rozpaczliwie będzie poszukiwał swoich dokumentów, jest szansa, że nauczy się, gdzie należy odkładać brudne spodnie z opróżnionymi przedtem kieszeniami. Bardzo ważne jest, abyście przed wprowadzeniem powyższej zasady w życie, uprzedziły męża o konsekwencjach jej nieprzestrzegania.
     Czy można tę strategię zastosować do innych sytuacji? Oczywiście. Na przykład sprzątanie po obiedzie czy mycie naczyń. W niektórych domach panuje zasada "ja robię obiad, ty po nim sprzątasz". Naczynia same się nie pomyją, ani nie wskoczą do zmywarki. Jeśli tego nie zrobi? Kolejny posiłek podasz na brudnych talerzach. Proste? Podkreślam jednak, że przed wprowadzeniem takich zmian musicie mu spokojnie i dokładnie wyjaśnić, na czym te zasady polegają i jakie będą konsekwencje ich przestrzegania lub nie. I nigdy nie róbcie tego w czasie kłótni lub tuż po. Raczej nie przyjmie tego do wiadomości i będzie to przyczynek do kolejnej awantury. Idealny moment? Moim zdaniem podczas śniadania po naprawdę gorącej i namiętnej nocy. Gdy facet jest zadowolony, łatwiej z nim negocjować. A skoro o namiętnej nocy mowa, to nie zapominajcie, że wasi mężowie, jak wszystkie dzieci, muszą być nagradzani za dobrze wypełnione obowiązki. To ich zachęca do kolejnych, przez was pożądanych, działań. Mała nagroda a duża satysfakcja dla obojga.
     Przy wprowadzaniu nowych zasad domowych musicie zachować umiar. Sprawa dotyczy zmiany nawyków, więc wymaga czasu i zrozumienia. Niewielu mężczyzn potrafi zapamiętać i dostosować się do zmian z dnia na dzień, nawet gdyby bardzo chcieli. Dlatego pamiętajcie, żeby wprowadzać je pojedynczo i w pewnych odstępach czasu. Najlepiej, gdy już nauczy się jednej, dołącz kolejną.
     Na koniec bardzo ważna uwaga. Pamiętajcie, że w podziale małżeńskich obowiązków potrzebna jest równowaga i zdrowy rozsądek. Jeżeli wasi mężowie są jedynymi żywicielami rodziny, co zdarza się wcale nie tak rzadko, to nie możecie od niego wymagać przejęcia wszystkich obowiązków domowych. On też ma tylko 24 godziny na dobę i powinien czasem odpocząć. Choć z drugiej strony bywa, że w takich przypadkach żony traktują swoich mężów jak lwy, które leżąc na kanapie wszystko mają podane pod nos, a to też chyba nie najlepszy pomysł.
     Mam nadzieję, że odniesiecie sukces we wspólnym wychowywaniu siebie i swoich dorosłych mężów.