Większość zakochanych par marzy o tym, by ich ślub był absolutnie wyjątkowy. By czuli się w tym dniu jak prawdziwa królewska para. By wszystko było jak z bajki. i w ogóle. To piękne marzenia. Zastanówmy się nad szczegółami. Ups. Kłopot.
No to może tak.
Na przykład w Ciechocinku. Piękne, stylowe domy, zieleń, niespieszni przechodnie. Właśnie tam z domu weselnego wyjechał reprezentacyjnym powozem pan młody ze świadkiem. Za nimi kilka dorożek z rodzicami i najbliższą rodziną, a na końcu czterokonną karetą panna młoda, w towarzystwie swej siostry, pełniącej rolę drugiego świadka. Taki, pięknie przystrojony korowód zwracał uwagę spacerujących kuracjuszy, którzy z uśmiechem pozdrawiali państwa młodych i ich gości. Gdy pierwszy powóz dotarł przed kościół, pan młody wraz ze świadkiem wszedł do środka, stanął przed ołtarzem i czekał. Za nim swoje miejsca zajęli wszyscy goście, a drzwi kościoła zamknięto. Kiedy przed świątynią stanęła kareta z panną młodą, trębacze stojącej nieopodal orkiestry strażackiej, trzykrotnie zagrali hejnał, po czym drzwi kościoła otworzyły się powtórnie, by wpuścić orszak Królowej Tego Dnia. Najpierw szły dwie druhenki, rozsypując przed siebie płatki róż. Tuż za nimi siostra panny młodej, a na końcu, prowadzona przez swego ojca, w przepięknej, iście królewskiej sukni, panna młoda.
Wystroju kościoła nie sposób opisać. Intensywnie pachnące białe róże, białe kokardy, białe wstęgi. Wszystko tak piękne, że wzbudzało zachwyt nawet wśród mężczyzn.
Mszę koncelebrowało trzech kapłanów, a wśród nich sam proboszcz. Grał kwartet muzyków, a liryczny sopran śpiewaczki pięknie brzmiał w murach tego starego kościoła.
Po ceremonii, przy dźwiękach marsza Mendelssohna, młoda para wyszła głównymi drzwiami na zewnątrz, gdzie na specjalnie przygotowanym podeście przyjmowała życzenia i prezenty. W tym czasie orkiestra dała prawdziwy koncert, umilając tym samym czas gościom czekającym w kolejce do państwa młodych.
Po przyjęciu życzeń młoda para rozpoczęła swój paradny przejazd ulicami Ciechocinka. Ruszyli jako pierwsi czterokonną karetą, której towarzyszyli dwaj jeźdźcy. Za nimi kilka dorożek i tramwaj konny z gośćmi weselnymi, a na końcu powóz z grającą bez przerwy orkiestrą. Taką paradę trudno będzie zapomnieć - piękny, słoneczny dzień, wokół tłumy pozdrawiających i klaszczących ludzi.
Parada zakończyła się przed domem weselnym, którym okazał się stylowy pałac. I słusznie, bo jakież inne miejsce byłoby bardziej odpowiednie do królewskiego ślubu?
I pomyśleć, że to wszystko zdarzyło się naprawdę. Życzę Wam również królewskiego ślubu. Pamiętajcie, marzenia się spełniają, dlatego nie warto ich ograniczać.(tk)
|