Spotkałem ostatnio starą znajomą. Opowiadała mi o ślubie i weselu, na który została zaproszona. Była zachwycona zarówno samą uroczystością, jak i trwającą do białego rana imprezą. Ze zdziwieniem jednak stwierdziła, że nie mogła później obejrzeć żadnych zdjęć, dlatego że Państwo Młodzi ich po prostu nie mieli. I to nie dlatego, że nie zatrudnili fotografa. Wręcz przeciwnie. Biegał z aparatem zarówno w kościele, jak i na weselu i podobno zrobił ponad setkę ujęć. Oni jednak nie mieli żadnych odbitek, z wyjątkiem robionych w studio, pozowanych zdjęć, które można było obejrzeć w pięknym skądinąd albumie. Wszystkie pozostałe fotografie mieli tylko na płycie CD, której kopię oczywiście udostępniali. Jednak oglądanie zdjęć na monitorze komputera nie spodobało się mojej znajomej.
     W związku z tym spotkaniem zadaję sobie pytanie, czy w tym kierunku zmierza ludzkość a ja jestem straszliwie zacofany?

     Próbuję sobie wyobrazić tę parę za kilka lat. Udane małżeństwo, on przygotował kolację przy świecach, oboje wciąż z czułościa patrzą sobie w oczy, szepcą miłe słowa. Ona mówi:

  1. Kochanie, a może byśmy trochę powspominali? Obejrzymy nasze stare zdjęcia?
  2. Oczywiście kochanie. Idę włączyć komputer...

     Bleee... Czy tylko mnie zrobiło się nieswojo? Romantyczna kolacja we dwoje i ... "Idę włączyć komputer"?! Nie, chyba jednak nie jestem zacofany. Jeśli ktoś nie domyślił się, o co mi chodzi, to krzyczę głośno - ALBUM RODZINNY!!!
Żaden komputer, choćby najlepszy, nie zastąpi tradycyjnego albumu rodzinnego. Takiego dużego, z pożółkłymi po latach kartkami, z wklejonymi zdjęciami, z opisami, czasem z własnymi rysunkami.
Do tego właśnie albumu, na pierwszej stronie, wkleiliście swoje pierwsze wspólne zdjęcie. Potem doszły inne: z wyjazdu w góry z przyjaciółmi, z Sylwestra, z urodzin oraz z wielu innych okazji. W końcu kilka ujęć ze ślubu, ale nie dużo, bo album ślubny, to coś zupełnie innego. Kilka miesięcy, może lat później, znalazło się tam zdjęcie z porodówki, kiedy rodził się wasz syn lub córka, a potem z jego przedszkola, kiedy wszyscy poszliście na gwiazdkową zabawę. A pewnego dnia wkleiliście tam zdjęcie wnuka. Ale to już w czwartym tomie waszego albumu rodzinnego.
Apeluję do wszystkich, a zwłaszcza tych młodych, rozpoczynających swoje wspólne życie: zróbcie swoje rodzinne albumy! Nie czekajcie ani na lepszą okazję. Kupcie sobie album jeszcze dziś, usiądźcie nad nim wieczorem i wklejcie wasze pierwsze zdjęcia. Tylko zacznijcie, a potem już jakoś pójdzie. Nie umieszczajcie w nim wszystkich odbitek, które zrobiliście. Do tego służą te brzydkie plastikowe przechowywacze zdjęć. W tym albumie powinny się znaleźć te najlepsze ujęcia. Te, które będą najbliższe waszemu sercu.
Warto by było również pomyśleć o tym, by przynajmniej raz w roku odwiedzić fotografa i zrobić sobie profesjonalną studyjną sesję rodzinną. To właśnie na takich zdjęciach najlepiej widać, jak się zmieniacie.
Zastanówcie się nad tym i do dzieła, abyście kiedyś, podczas romantycznej kolacji, mogli powspominać, mając w rękach piękny, prowadzony od lat lat album rodzinny.

Tomasz Trawiński